Był piękny
letni dzień. Pewna dziewczyna
przechadzała się właśnie parkiem, który znajdował się tuż obok jej domu. Rozmyślała, jak będzie jej mijał ostatni rok
z szkole magii i czarodziejstwa. Przez drugą bitwę o Hogwart, cały zamek musiał
zostać wyremontowany. Była ciekawa, jak to będzie wyglądać. Nie wyobrażała
sobie Hogwartu w nowoczesnej wersji.
Z zamyślenie
wyrwało ją czyjeś wołani. Odwróciła się i zobaczyła Rona, jej byłego
chłopaka. Co on ty robi?, przecież Nora jest
oddalona od tego miejsca o 200 kilometrów!!!!- Rozmyślała Hermiona, patrząc na
przybliżającą się postać. W końcu jej
eks znalazł się tuż przy niej. HERMIONA!!!!!- zaczął krzyczeć. Brązowowłosa nie
wiedziała, czy z radości, czy ze złości. Wiedziała jednak, że zaraz się o tym
dowie. CZEMY NIE ODPISUJESZ NA MOJE LISTY!!!!!- wybuchł Ron- MARTWIŁEM SIĘ!!! W
czasie wypowiadania ostatniego słowa chciał objąć dziewczynę, jednak ta się od
niego odsunęła. Co się stało?- zapytał
zmartwiony Ron. Kochał Hermionę, a ona o
tym wiedziała, ale nie mogła z nim być, nie po tym , co zobaczyła pod koniec
bitwy o Hogwart.
WSPOMNIENIE
Hermiona szła właśnie
wielką salą, lub tym, co po niej zostało. Dobijał ją widok wszystkich tych
ciał, i rozpaczy ludzkiej. Nie mogła na to patrzeć. Chciała się udać na Błonia,
jej ulubione miejsce w Hogwarcie zaraz po bibliotece i pokoju wspólnym. Coś
jednak zmusiło ją, do pójścia w stronę wieży Gryfindorru. Na czwartym piętrze usłyszała śmiech. Znała
je dobrze. Poszła w ich stronę. Gdy
doszła do Sali OPCM zamarła. Zobaczyła swojego chłopaka, całującego się z jedną
z jej najlepszych przyjaciółek, Lavender Brown. Ona wszystko widziała, a oni
jej nie zauważyli. Postanowiła jak
najszybciej odejść z tamtego miejsca. Miała złamane serce. Od razu pobiegła z
płaczem do Ginny. Wiewiórka nie mogła uwierzyć, że jej brat jest aż takim
debilem. Starała się pocieszyć herm, ale bez skutku. Jedyne, czego chciała w
tamtej chwili Brązowooka, to być w domu. Ze swoimi rodzicami, daleko od Rona.
KOŃIEC WSPOMNIENIA
Hermi, jesteś
tam? – Spytał Ron, machając jej ręką przed oczami. Hermiona pomrugała szybko
oczami, żeby powrócić do rzeczywistości- Ta……- Powiedziała niepewnie . Ron
spojrzał się na nią pytająco, i zadał jej ponownie pytanie, tym razem
spokojnie- Czemu mi nie odpisujesz na listy, i nie obierasz o de mnie telefonu?.
Ron jaa…-zaczęła, a łzy napływały jej do
oczu. No co ty?- Zapytał Wesley. Wiedziałam, jak całowałeś się z Lavender-
Odpowiedziała najszybciej jak umiała. Nie chciała już w sobie tego dusić. Miała ochotę powiedzieć mu całą prawdę. Nie
chciała dalej żyć w kłamstwie, i udawać, że nic się nie stało. Hermi. Ja- Zaczął
tłumaczyć się Ron- Ja… to była nieprzemyślana reakcje. Wygraliśmy bitwę, a z Lav
kiedyś chodziłem. To ona mnie pocałowała. Nie chciałem tego….- wyjęczał. Ale to
zrobiłeś, i złamałeś mi serce. Z nami koniec. Przestań pisać i dzwonić. Jesteś
dla mnie martwy , Rozumiesz!!!???- Wybuchła. Wszystkie złe emocje zaczęła wyładowywać
na rudzelcu. Gdy już się wykrzyczała,
pędem pobiegła przed siebie. Nie chciała patrzeć na chłopaka. Usłyszała tylko
za plecami głośne „ Pożałujesz tego!!!!”. Nie zwróciła na to uwagi. Chciała się
jak najszybciej znaleźć w domu. Zaszyć się gdzieś, gdzie nikt jej nie znajdzie.
Kilka dni później…
Hermiona właśnie
wchodziła na ulicę Pokątną. Musiała kupić podręczniki na nowy rok. Zanim jednak
zacznie zakupy, chciała wypić kawę Poszła do swojej ulubionej kawiarenki.
Znalazła mały stolik w rogu. Usiadła tam , i zamówiła Zwykłą Latte. W tym samym
czasie do kawiarni wszedł mężczyzna k kapeluszu i płaszczy. Dziewczyna zwróciła
na niego uwagę. Było przecież 35 stopni!! Kiedy mężczyzna zdjął nakrycie głowy,
cały czas był nie do poznania. Hermiona wiedziała, że gdzieś już go wcześniej
spotkała. Tylko gdzie. Musiała przyznać, że chłopak był bardzo przystojny.
Spodobał się jej.
Kiedy tak rozmyślała,
kelnerka przyniosła jej kawę. Szybko wypiła całą zawartość szklanki. Nie wiedząc czemu, nie chciała już przebywać w
tym pomieszczeniu. Instynkt jej to podpowiadał, a on nigdy się nie mylił. Tuż
przy wyjściu poczuła lekkie wstrząsy. Już po chwili coś wybuchła. Wyczuła, że ktoś ja osłonił. Był to mężczyzna
w płaszczu.
Po eksplozji wszędzie
panowała panika. Co ją wywołało? Czemu akurat ten lokal? Kto ją osłonił?
Gryfonka miała coraz więcej pytań. Dlatego odwróciła się do nieznajomego. Mogę
poznać imię mojego wybawcy? – Zapytała pół poważnie, pół serio. Oczywiście-
odpowiedział mężczyzna. Nazywam się Draco, Draco Malfoy. A pani?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pierwszy rozdział :) Mam nadzieje, że miło będzie wam sie czytać. Drugi będzie miej więcej do 10 maja. Narazie to tyle.
~Ta dziwna